18 maja 2022
W
15 kwietnia 2022
Z
20 grudnia 2021
Sami
20 grudnia 2021
ks.

Artykuły z tej kategorii

„Świat szachowy jest dla mnie najważniejszy”

 

 

Co dało pani XXII LO na Bielanach?

Przede wszystkim wykształcenie, czyli maturę. Dało mi również okazję poznania i zawarcia różnych kontaktów i przyjaźni. Po latach okazało się, że moja klasa często i bardzo chętnie spotyka się przy wielu różnych okazjach. Myślę, że każdy z nas podczas tych spotkań może poczuć, jakby czas się cofnął o te wszystkie lata. To miłe i cenne przeżycie dla wielu z nas.

Kiedy chodziła pani do liceum miała pani ogromne sukcesy w szkole, pisano o pani w gazetach. Jak pani wspomina okres popularności, będąc tak młodą osobą?

Lekko nie było. Turnieje szachowe trwały dosyć długo. Jak się skończyły, to wracałam do szkoły i okazało się, że mam sporo zaległości. Trzeba było się samemu przygotowywać do klasówek. Odrabiać wszystkie zaległe prace domowe. I to wszystko bez uczestniczenia w zajęciach szkolnych. To była dość duża cena i z roku na rok było mi coraz ciężej. Dodatkowo byłam wtedy osobą zamkniętą w sobie, introwertyczną. Sprzyjało to z pewnością koncentracji na grze w szachy, bo to gra indywidualna. Niekoniecznie jednak taka postawa była atrakcyjna dla innych uczniów, chociaż paru z nich ciekawiło, co to szachy i co ja właściwie robię. Koleżanki interesowało, dokąd wyjeżdżam, a pamiętajmy, że na przełomie lat 70. i 80. za granicę, zwłaszcza zachodnią, mogli wyjeżdżać nieliczni. To mi na pewno rekompensowało minusy szkolnych zaległości.

 

 

W szkole została zorganizowana symultana szachowa z pani udziałem. Czy dużo osób chciało z panią zagrać?

Dokładnie pamiętam ten dzień. W tej symultanie szachowej zagrało chyba kilkanaście osób. To nie był dla mnie problem zagranie z tyloma osobami. Wyzwaniem jest fizyczna strona symultany, ponieważ trzeba zwykle parę godzin chodzić i pochylać się wykonując posunięcia. Poza tym tego samego dnia miałam zaplanowaną jeszcze jedną symultanę szachową. 100 km pod Warszawą. Cały czas się zastanawiałam, jak wytrzymam dwie symultany w ciągu jednego dnia. Ta druga symultana była w klubie szachowym i specjalnie na mnie się szykowali. Skończyłam jedną symultanę i śpieszyłam się, aby zdążyć na następną. Pamiętam, że na drugiej symultanie nie miałam już siły. To był jedyny dzień, kiedy dawałam dwie symultany jednego dnia.

Wspominała pani, że dużo wyjeżdżała. Czy nauczyciele mieli podejście indywidualne, pomagali pani?

To jest dla mnie ciężkie pytanie. Nauczyciele byli różni. Większość starała się mi pomóc i była wyrozumiała. Niestety jedna nauczycielka - wręcz przeciwnie. Uczyła języka polskiego…

A jak było z fizyką i matematyką? Czy grając w szachy, łatwiej przyswajamy przedmioty ścisłe?

W moim przypadku tak było. Ale nie zawsze jest tak, że jak gramy w szachy, to nam idzie łatwiej z tych przedmiotów. Są też tacy, którzy lepiej przyswajają na przykład języki obce. Oczywiście większość, która gra w szachy, z łatwością przyswaja przedmioty ścisłe. A fizyka to był mój ulubiony przedmiot. Moją klasę uczyła profesor Zofia Wójcik i według mnie to były najlepsze lekcje. Była wymagająca, ale wszyscy ją lubiliśmy. A ja uwielbiałam rozwiązywać zadania z fizyki.

A jak wspomina pani Bielany na przełomie lat 70 i 80? Jakie były?

Bardzo miło wspominam okolice szkoły, kawiarnie Jacek i Agatka, gdzie czasami z koleżankami jadłyśmy dobre ciastka. Poza tym pamiętam każdą uliczkę, Lasek Bielański i jak to się wszystko budowało, Broniewskiego i tory tramwajowe. Bielany były zielone i pięknie się rozwijały. Pamiętam też dobrze, że jak szłam do szkoły, to mijałam niebieski pawilon, gdzie był bar mleczny, w którym się codziennie stołowałam po szkole.

W 1977 w Lasku Bielańskim odbyła się symultana szachowa z Wasilijem Smysłowem. Pamięta pani to wydarzenie?

Grałam w tej symultanie, ale pamiętam to jak przez mgłę. Chyba odniosłam tam jakiś sukces...

Czy często zadają pani pytanie o stawy Brustmana i połączenia rodzinne?

Gdy chodziłam do liceum nikt nie mówił o Stawach Brustmana. Później ta nazwa nagle się pojawiła. Nie jest związana z moją rodziną. Ale moja rodzina bywa pytana o powiązania z tym miejscem.

Wróćmy do szachów. Jak się pani przygotowywała do turniejów?

Początkowo dostawałam książeczki z kombinacjami szachowymi od ojca i rozwiązywałam zadania szachowe, a później on to sprawdzał. Takie zadania rozwiązywałam także na przerwach i lekcjach w szkole. W domu dostawałam za dobre rozwiązania różne nagrody. Na przykład tata za mnie wyrzucał śmieci, a mieszkaliśmy na czwartym piętrze, więc ta nagroda bardzo mnie cieszyła. W czasach licealnych pomoc w treningach znalazłam właśnie na Bielanach. Okazało się, że tutaj po sąsiedzku mieszkają dwaj mocni zawodnicy, z którymi od czasu do czasu się spotykałam na konsultacje debiutowe. To początkowa faza gry, która bywa najistotniejsza, bo jeśli na początku popełnimy błędy to dalszej części partii już nie będzie lub będzie to tak zwana gra do jednej bramki. Dobrym treningiem jest też sama gra w odpowiednich turniejach, a więc przeciwnik nie może być za słaby i za silny.

 

Agnieszka Brustman jako licealistka

Agnieszka Brustman jako licealistka

 

Jaki jest pani ulubiony debiut?

Mój ulubiony debiut to królewsko-indyjska. Powstaje po pierwszym ruchu d4 i jest to debiut, który gram czarnymi. Wiąże się z atakiem na króla przeciwnika. I dlatego ją lubię, bo takie pozycje rozgrywałam najlepiej.

Pani ojciec – Jan Brustman – prowadził szkółki szachowe na Bielanach...

Tak, mój ojciec w późniejszych latach bardzo skutecznie uczył grania w szachy inne dzieci, czyli w okresie przejścia na emeryturę, kiedy miał w końcu dużo czasu. Można powiedzieć, że prowadził zajęcia szachowe z małymi dziećmi, kiedy ja już wyrosłam spod jego skrzydeł. Był bardzo skuteczny w przyciąganiu talentów szachowych. Pierwsze szkółki szachowe, które prowadził tata były w Domu Kultury na Bielanach przy ul. Goldoniego, na przełomie lat 80 i 90, potem w całej Warszawie szkolił najmłodszych i organizował pierwsze masowe turnieje. Uczenie innych zawsze sprawiało mu przyjemność.

 

Turniej szachowy w Domu Kultury na ul. Goldoniego. Źródło: Bielański Ośrodek Kultury.

 

W latach 80-tych w Domu Kultury przy ul. Próchnika grała pani w turnieju. Pani grę obserwował Antoni Libera – absolwent XXII LO, obecnie pisarz i tłumacz. W swojej powieści pt. Madame zamieścił pewien epizod szachowy (turniej gry błyskawicznej). Pisał go, mając w pamięci właśnie pani grę! Czy kiedykolwiek przypuszczała pani, że pani gra może być inspiracją dla pisarza?

Epizod szachowy w książce Madame jest świetny! Obecnie taka sytuacja została nawet zdefiniowana w przepisach szachowych i jest uznawana za remis. A dzieje się tak najczęściej w turniejach małych dzieci, ale był też przypadek parę lat temu w partii samego Mistrza Świata. Dwa króle pod biciem powstają, gdy zawodnicy grają swoje, nie patrząc na groźby przeciwnika. Dzieci mają różne pomysły i nie zawsze chcą przestrzegać reguł szachowych. Oczywiście jest to sytuacja nieprawidłowa, łamiąca przepisy gry przez obu graczy i jako wynik partii sędzia orzeka remis. I to właśnie przewidział pan Antoni Libera w swoim utworze. Z pani wywiadu z panem Antonim Liberą dowiedziałam się, że obserwował moją grę. Zastanawiam się teraz, ile tak interesujących osób do mnie w tamtych czasach nie podeszło i nie porozmawiało ze mną. Ja byłam dosyć introwertyczna i pewnie nie zachęcałam swoim zachowaniem do tego, aby ze mną rozpocząć rozmowę...

Jaka jest pani najlepsza, najważniejsza partia?

Dla mnie taki najważniejszy był cały mecz. Odbył się niedługo po liceum, grałam wtedy jako seniorka (czyli powyżej 20 lat) w rozgrywkach kolejnego szczebla o tytuł Mistrzyni Świata. Takie rozgrywki trwały łącznie dwa lata. W tamtym czasie najlepsze na świecie były zawodniczki ze Związku Radzieckiego a ja pięłam się wyżej i musiałam po kolei z nimi walczyć. I tak wyjechałam na miesiąc do Związku Radzieckiego, by zagrać mecz o ogromną stawkę z Rosjanką Ludmiłą Zajcewą, który wygrałam i to było historyczne wydarzenie, bo zawodniczki Radzieckie nie przegrywały meczy. To przyniosło mi wielką sławę i wzbudziło powszechne zainteresowanie w Polsce.

 

Agnieszka Brustman jako licealistka Agnieszka Brustman jako licealistka

 

Czy spotyka pani innych absolwentów XXII LO – szachistów?

Kilka lat temu w liceum powstała drużyna szachowa, która grała w Mistrzostwach Mazowsza Szkół Licealnych. Miło, bo wcześniej jako szkoleniowiec w Klubie Polonia Warszawa poznałam Macieja Kowalca, który przychodził do mnie na zajęcia szachowe.

Czym się zajmuje pani oprócz szachów?

Inżynierią finansową, a więc zagadnieniem, w którym szachowe umiejętności się przydają, oraz ogrodnictwem, moją nową pasją w praktyce. Bardzo lubię spędzać czas w moim ogrodzie i doglądać różnych roślinek. Jednak nadal świat szachowy jest dla mnie najważniejszy. Obecnie w innej roli, już nie jako zawodnik, ale sędzia, szkoleniowiec i organizator imprez szachowych. Działam też w wielu różnych komisjach szachowych w Polsce i na świecie, gdzie moje zdobyte doświadczenie bywa cenne.

Czy szachy są nadal popularne?

Myślę, że tak. Staramy się oderwać młodzież od komórek. Dzięki szachom dzieciaki mogą się spotkać w rzeczywistości przy okazji wielu turniejów szachowych, w których średnio gra od 100-500 zawodników. Komputery umożliwiły rozgrywanie tak wielkich zawodów w krótkim czasie. Młodzi mogą się spotkać i porozmawiać ze sobą. Poznają ciekawych znajomych z Warszawy, województwa i z całej Polski.

A teraz w czasie epidemii platformy internetowe do grania w szachy biją ogromne rekordy popularności.

Obecnie bardzo popularny jest serial „Gambit królowej”. Co pani o nim myśli?

Uroczy film, który fajnie się ogląda! Świetnie pokazano sposób myślenia. Zwłaszcza, gdy główna bohaterka na suficie wizualizowała szachowe posunięcia. Ten sposób myślenia trafił nawet do ludzi, którzy nie umieją grać w szachy. To zapewne sedno sukcesu. Poza tym serial pokazuje trudne emocje, jakie są w sporcie.

Elizabeth Harmon powiedziała, że szachy to gra przewidywalna i wszystko odbywa się na 64 polach…

Szachy niezupełnie są przewidywalne, ale jesteśmy w stanie bardziej je kontrolować niż życie. O to zapewne chodziło w serialu. W życiu może rządzić przypadek, a szachy to dyscyplina sprawiedliwa, bo zwycięstwo zależy od nas samych. Od tego, ile włożyliśmy pracy w przygotowania do zawodów, zależy nasz późniejszy wynik i ogólny sukces. Ale nie zapominajmy też o talencie, predyspozycjach, odporności na stres. Od tego też zależy sukces. To właśnie pokazano w serialu „Gambit królowej”.

A jak jest z tym przewracaniem króla…?

Czasem, gdy są gracze międzynarodowi, to jak ktoś się poddaje i nie zna języka, to poprzez przewrócenie króla, dajemy znać, że się poddajemy. Natomiast ogólnie tak się nie robi, to mało eleganckie.

Czy w szachach jest też problem z dopingiem?

Obecnie najpoważniejszy jest problem z dopingiem elektronicznym, który jest możliwy na przykład przy pomocy telefonu komórkowego. Problem z dopingiem farmakologicznym jest marginalny. Partie szachowe trwają zwykle długo, a turnieje ciągną się przez wiele dni. Harmon miała problem z alkoholem, ale w prawdziwym życiu szachiści, którzy zwyciężają, zwykle takich poważnych problemów z nałogami nie mają.

Młody szachista, arcymistrz Jan Krzysztof Duda został nominowany w plebiscycie „Przeglądu Sportowego” na najlepszego sportowca w 2020 roku. Pani była nominowana wielokrotnie. A w 1985 roku zajęła pani VIII. miejsce! Czy Jan Krzysztof Duda powtórzy pani sukces?

Jan Krzysztof Duda to młody i najlepszy polski szachista, który przebił się do światowej czołówki. Jest zapraszany na elitarne turnieje dla najlepszych na świecie. Ma duże szanse na wygraną w plebiscycie „Przeglądu Sportowego”! Szachy zrobiły się popularne.

 

 

Agnieszka Brustman – szachistka, arcymistrzyni od 1986 roku, pretendentka do tytułu mistrzyni świata, wielokrotna mistrzyni Polski w szachach, sędzia klasy międzynarodowej, trener szachowy II klasy. Absolwentka XXII LO w Warszawie i SWPS. Czterokrotnie otrzymała medale „Za wybitne osiągnięcia sportowe”, była również uhonorowana Srebrnym (1987) oraz Złotym Krzyżem Zasługi (1997). Za zasługi dla polskich szachów, w 2008 r. otrzymała tytuł honorowego członka Polskiego Związku Szachowego.

 

Agnieszka Brustman

08 grudnia 2020
Agnieszka Brustman i Karolina Rudzik w XXII LO

Rudzik na Bielanach