17 sierpnia 2022
  „Nikt
27 lipca 2022
  „Dużym
22 lipca 2022
Animatorka
08 czerwca 2022
Gitarzysta,

Artykuły z tej kategorii

„Szkoła kupiła mi na maturę ciemny garnitur. Do dziś jestem za to bardzo wdzięczny.”

 

W latach 1955-1967  XXII LO mieściło się w budynku przy ulicy Żeromskiego 22/28. Jak wtedy wyglądała szkoła i sale lekcyjne?

To był wówczas w miarę nowoczesny budynek, zbudowany chyba zaraz po wojnie, z cegły
i nieotynkowany. Sale lekcyjne były duże i jasne, miały wysokie stropy i dużo okien. Pamiętam też dużą salę gimnastyczną, chyba na parterze, gdzie odbywały się zajęcia WF w zimie i miały miejsce akademie z okazji różnych ważnych świąt i wydarzeń. Szatnie mieściły się w podziemiu. No i szkoła miała duże boisko, nasze ulubione miejsce spędzania czasu na przerwach i po lekcjach. Graliśmy głównie w piłkę ręczną, ale także uprawialiśmy lekkoatletykę.

 

Jakie były metody nauczania na początku lat 60-tych? Pomoce naukowe?

Cóż, metody były dość tradycyjne – z dzisiejszej perspektywy – głównie kreda i tablica. Ale na zajęciach z fizyki i chemii robiliśmy też różne eksperymenty. Pamiętam, że nauczyciel fizyki demonstrował nam działanie silnika odrzutowego – huk był na całą dzielnicę. Również nasza nauczycielka chemii, przemiła pani Stefańska, często zachęcała nas do doświadczeń.
Na zajęciach z prac ręcznych wykonywaliśmy różne proste konstrukcje w warsztacie, który mieścił się w podziemiu. Podejście nauczycieli było różne. Jedni zachęcali do dyskusji i aktywnego uczestniczenia w lekcjach (np. pani Abramowicz, nauczycielka polskiego lub pani Sroka, nauczycielka matematyki), a inni wygłaszali długie monologi, każąc nam generalnie siedzieć cicho (np. pan Krysicki, nauczyciel historii, czy pani Pawuła, nauczycielka geografii). Pomoce naukowe to były właściwie tylko podręczniki, które kupowaliśmy sami.

 

5 kwietnia 1961 roku szkoła otrzymała patrona – José Martí. Jak pan wspomina
tę uroczystość? Czy to było duże wydarzenie?

Pamiętam uroczystą akademię z tej okazji, odwiedził nas wtedy ambasador Republiki Kuby. Nie mieliśmy wówczas pojęcia kim był José Martí i trochę zazdrościliśmy kolegom z innych szkół, gdzie patronami byli znani Polacy (Mickiewicz, Poniatowski). Pocieszaliśmy się, że może szkoła zorganizuje nam wycieczkę na Kubę. Oczywiście nic z tego nie wyszło.

 

Jakie zdarzenie z czasów licealnych utkwiło panu w pamięci najbardziej?

Kiedy byliśmy w IX klasie, to z jakiegoś niejasnego powodu połamaliśmy kilka mebli klasowych. Prawie cała klasa została za to zawieszona, miałem wtedy dość poważne kłopoty, bo Dyrekcja nie chciała mnie odwiesić. Pamiętam też, że dokuczaliśmy bardzo naszej nauczycielce języka rosyjskiego. Wstydzę się tego do dziś. Ale z drugiej strony mieliśmy bardzo dobre relacje z naszą wychowawczynią, panią Gorayską, która uczyła francuskiego i którą często odwiedzaliśmy w domu, gdy przeszła na emeryturę. Poza tym mam tysiące miłych wspomnień z tamtego czasu. Bardzo lubiłem moją szkołę.

 

 

W 2001 roku odwiedził pan liceum i spotkał się z uczniami. Nie można powiedzieć, że wrócił pan do starych murów szkolnych, ponieważ od 1967 roku szkoła mieści się w budynku przy ulicy Staffa 111. Jakie to było uczucie wrócić do starej/nowej szkoły po tylu latach? Jakie wrażenia miał pan po tym spotkaniu? Pani Cecylia Sroka przepytywała pana z matematyki. Czy spotkał pan jeszcze innych nauczycieli, którzy pana uczyli?

Tak, to prawda, ponieważ szkoła przeniosła się do innego budynku, nie czułem z nią takiej emocjonalnej więzi,  nie miałem już do niej takiego sentymentu. Nigdy zresztą nie rozumiałem, dlaczego musiało dojść do tej przeprowadzki. Myślę, że miałbym z moim liceum znacznie częstszy kontakt, gdyby pozostało w tym samym budynku, z którym wiązało nas tyle wspomnień i gdzie znaliśmy każdy kąt. Panią Srokę oczywiście pamiętam, zawsze wyglądała tak samo, była surowa, ale sprawiedliwa. Innych moich nauczycieli chyba na tym spotkaniu nie było. Część z nich już nie żyła, inni wyjechali na stałe za granicę.

 

Czy utrzymuje pan kontakt z osobami ze swojej klasy? Czy przyjaźnie licealne przetrwały?

Tak, jak najbardziej. Mam stały kontakt z dwoma – trzema kolegami, a poza tym organizujemy co jakiś czas spotkania klasowe. Ostatnie odbyło się chyba 6 lat temu z okazji 50-lecia matury. Moja klasa była bardzo dobra – prawie wszyscy pokończyli studia wyższe.

 

A gdzie spędzała młodzież swój wolny czas w latach 60-tych? Miał pan swoje ulubione miejsca na Bielanach?

Uprawialiśmy sport, korzystając z bliskości obiektów AWF (stadion lekkoatletyczny, boiska, basen). Chodziłem też na kursy angielskiego (odbywały się w szkole podstawowej nr 133). Spotykaliśmy się często na prywatkach, czyli – jak się obecnie mówi – na domówkach.
No i bywałem w moim parafialnym kościele pod wezwaniem św. Zygmunta na Pl. Konfederacji – ale w tamtych czasach to był prowizoryczny barak. Nasza aktywność pozaszkolna rozciągała się też na teren Żoliborza – mieliśmy tam dużo znajomych, bywaliśmy na imprezach.

 

Jakie ma pan wspomnienia z balu maturzystów i studniówki?

Pamiętam uroczystą atmosferę matury. Studniówka i bal maturalny to też były ważne wydarzenia. Szkoła kupiła mi na maturę ciemny garnitur (mój pierwszy w życiu), bo sytuacja finansowa w moim domu była wówczas nieciekawa. Do dziś jestem za to bardzo wdzięczny.

 

Rozmawiała: Karolina Rudzik

Wywiad ukazał się w jubileuszowej publikacji z okazji 75-lecia XXII LO

Dariusz Rosati - absolwent XXII LO z 1964 r.
Absolwent Wydziału handlu zagranicznego w Szkole Głównej Planowania i Statystyki
(obecnie Szkoła Główna Handlowa). W 1973 r obronił pracę doktorską z zakresu teorii
podejmowania decyzji, a w 1978 r uzyskał stopień doktora habilitowanego nauk ekonomicznych na podstawie pracy na temat prognozowania w handlu zagranicznym.  Od
1990 roku profesor tytularny w SGH.  Specjalista w dziedzinie polityki
makroekonomicznej, integracji europejskiej, finansów i handlu międzynarodowego. 
Minister spraw zagranicznych w latach 1995-1997, członek Rady Polityki
Pieniężnej (1998–2004), poseł do Parlamentu Europejskiego VI i VIII kadencji, poseł
na Sejm VII i IX kadencji.

Dariusz Rosati

14 października 2020
Karolina Rudzik i Witold Oleksiak na Kępie Potockiej

Rudzik na Bielanach